Zasada jest taka, że kiedy jesteśmy razem, o określonej godzinie wieczorem mam być gotowa i pozostawać do wyłącznej dyspozycji Pana. Gotowość ta obejmuje zazwyczaj bycie nago, w pozycji nadu, przy drzwiach sypialni, w stalowej obroży, z rozpuszczonymi włosami. Opcjonalnie – jeśli Pan wyrazi uprzednio takie życzenie – muszę mieć także makijaż lub inny strój według wytycznych. Albo przygotować jakieś akcesoria.
Tym razem nie otrzymałam od Pana żadnych szczególnych wytycznych. Choć zwykle to ja czekam na niego, tym razem było inaczej. Kiedy tylko uklękłam na swoim zwyczajowym miejscu, on już na mnie czekał. W pierwszej chwili wystraszyłam się, że byłam zbyt opieszała i spóźniłam się. Ale na szczęście nie. Po prostu Pan tego wieczoru zaplanował wszystko trochę inaczej niż zwykle.
Kiedy tylko uklękłam, podszedł do mnie i niedbale rzucił na podłogę tuż przede mną notatnik i długopis.
– Dziś nie wpuszczę Cię do sypialni i nie ruszysz się stąd, dopóki nie napiszesz mi dziesięciu powodów, dla których nie zasługujesz na to, żeby dostać orgazm. I nie chcę lakonicznej listy. Ma to być minimum dziesięć pełnych zdań. Chcę dokładnych, precyzyjnych powodów. Nie próbuj oszukiwać i kombinować, bo pożałujesz.
– Ale przecież... – wyrywa mi się głupio, tak jestem zaskoczona zmianą schematu. Na dodatek Pan utrzymuje mnie w stanie niezaspokojenia już trzeci dzień. Nie za karę. Po prostu taka jest jego wola. A ja jestem grzeczna i posłuszna, ale myślę tylko o jednym...
– Czy czegoś nie zrozumiałaś w moim poleceniu? – pyta surowo Pan, posyłając mi karcące spojrzenie.
– Nie, Panie. Przepraszam, Panie. Będzie tak, jak sobie życzysz, Panie – odpowiedziałam, uświadamiając sobie, że jednego powodu właśnie sama sobie dostarczyłam.
Nie dyskutuję. Biorę notes, długopis i nie wstając z klęczek, a jedynie lekko zmieniając pozycję, zaczynam pisać. Wszystko się we mnie kotłuje. Po ludzku? Boli. Bo naprawdę liczyłam, że w końcu dostanę rozkosz, a dostałam zadanie domowe. I naprawdę nie sądzę, bym była w stanie znaleźć dziesięć powodów... Przecież od dłuższego czasu jestem grzeczna i posłuszna. Już dawno nie zaliczyłam żadnego uchybienia. Ale wiem, że to nie ja decyduję. Muszę coś napisać i napiszę. Tylko co? O co dokładnie chodziło Panu w tym poleceniu? Chcę wykonać zadanie i chcę zrobić to dobrze. Czy mam wymyślić jakieś głupoty? Raczej nie. Zdecydowanie nie. Pan powiedział przecież, żebym nie oszukiwała i nie kombinowała. Więc nie mogę wymyślić jakichś bzdur. Ale dziesięć powodów? Naprawdę nie mam pomysłu. Robię w głowie szczegółowy rachunek sumienia z ostatnich dni. Udało mi się zapisać cztery powody. I w głowie kompletna pustka. Na szczęście Pan mnie nie pogania. Zajmuje się swoimi sprawami i czeka, aż dam znać, że wykonałam zadanie.
Myślę intensywnie. A jeśli to test? Czego oczekuje Pan? Przez głowę przebiegają mi też inne myśli. Dochodzę do wniosku, że w tej chwili najbardziej boli mnie nie tyle odmowa orgazmu i wizja bycia dalej utrzymywaną w stanie niezaspokojenia, co bardziej mój wewnętrzny brak zrozumienia dlaczego Pan właśnie tak zdecydował i dlaczego wydał mi takie polecenie. Jak mam je wykonać dobrze, skoro nie wiem o co w nim chodzi? Nienawidzę nie rozumieć... Ale moment! Co ja tak właściwie chcę zrozumieć? Sama już nie wiem. Chyba za dużo myślę. „Boże, dziewczyno! Ogarnij się!” – ganię w myślach samą siebie.
Zapisuję kolejny powód... Potem jeszcze jeden... Mam już siedem. I właśnie w tej chwili uświadamiam sobie, że jestem mokra, tam, między nogami. Bardzo mokra. A na podłodze pode mną jest niewielka mokra plama... Kiedy kończę zapisywać powód dziesiąty, wiem już, że nie potrzebuję wiele, by poczuć spełnienie. Wystarczy tylko pozwolenie Pana. Tylko i aż. Wołam go i informuję, że wykonałam zadanie. Kiedy podchodzi, podaję mu notes, odwracając wzrok. Czyta uważnie. Nie komentuje. Mówi tylko:
– Grzeczna dziewczynka. Teraz możesz wejść do sypialni.