Prawa autorskie

***Wszystkie teksty na blogu są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej, zostało to wyraźnie zaznaczone poprzez podanie ich autora. Oznacza to, że wszystkie są objęte prawami autorskimi. Kopiowanie, powielanie lub udostępnianie ich w całości lub w części bez mojej wyraźnej zgody jest zabronione. Szanuj cudzą własność intelektualną i intymność słów i przeżyć!***

26 listopada 2025

Nigredo voluntatis

Pan bardzo rzadko pytał mnie o zdanie zanim coś ze mną zrobił, kiedy już robił. Nie musiał, bo był Panem. Poza tym znał mnie dobrze. Moje ciało, moje obawy, moje ograniczenia. Tym razem zapytał. Chwilę wcześniej oznajmił mi, co zamierza ze mną zaraz zrobić. I doskonale wiedział, że to o czym mówimy jest dla mnie trudne, stanowi pewnego rodzaju wyzwanie. Co prawda, to nie hard limit. Nie doszło do złamania żadnej z zasad naszej dynamiki, czy pogwałcenia konsensualności. Niemniej mowa o czymś bardzo dla mnie trudnym, wymagającym ode mnie samozaparcia i wyjścia daleko poza własną strefę komfortu.

– Chcesz, żebym TO z Tobą zrobił?
– Nie, Panie. Nie chcę.
– Dobrze. Więc będzie smakować jeszcze lepiej. Bo i tak zamierzam to zrobić.
– Panie...
– Milcz! Nie prosiłem o dodatkowy komentarz!
– ...
– Masz prawo mówić „nie”. Ale nie masz prawa mnie powstrzymywać. To ja decyduję. To do mnie należy ostatnie słowo. Pamiętaj o tym.
– Tak, Panie. Ale... To głupie!
– Kazałem Ci milczeć! I nie. To nie jest głupie. To jest NASZE.

Spuszczam głowę i się poddaję. Tak. Pan ma rację. Ale nie mówię już tego głośno. Milczę, tak jak mi kazał. I tak już powiedziałam za dużo. A on przystępuje do działania. I choć w tej chwili cała drżę, to ani moje ciało, ani moja dusza nie stawiają już oporu.

Zaczynam płakać. Najpierw cicho, a potem coraz głośniej. A on robi to co zapowiedział. Metodycznie, konsekwentnie, niewzruszenie. Ja tymczasem czuję jak stopniowo zalewa mnie fala spełnienia i wdzięczności. Bo oto to, co dla „normalnych ludzi” byłoby naruszeniem, w „naszym świecie” jest wyczekiwanym, upragnionym zatraceniem. Bo ja się zatracam. W Panu i jego woli. I tak naprawdę tego właśnie chcę. Tego pragnęłam od zawsze.

Wiem, że kiedy on ze mną skończy, podziękuję mu szczerze, całując jego rękę z wdzięcznością i czcią. On też to wie. I wie, że ja wiem, że on wie.

13 listopada 2025

Ból tęsknoty za pełnią samej siebie

Prawda jest taka, że moje serce od dawna bije nie dla mnie. Bije dla Pana – nawet gdy go nie ma. Bije w oczekiwaniu na jego głos, na jego spojrzenie, na jego dotyk, który natychmiast przekona mnie, że nie należę już do siebie.

Nie chcę być Wolną Kobietą, jeśli wolność oznacza ten przejmujący brak, który ogarnia mnie całą, gdy nie mam komu służyć. Bo w moim świecie wolność to możliwość służby. Bycie wybraną do posłuszeństwa.

Czuję się jak puste naczynie. Napełnić może je tylko Pan. Swoim słowem, gestem, rozkazem... Nawet spojrzeniem. I milczeniem też. Bo czy milczenie Pana nie jest zdolne czasem łamać? Chodzi o to, że gdy klękam przed Panem, w obroży na szyi, wtedy czuję się naprawdę sobą. W pełni. Na swoim miejscu. Wtedy czuję spełnienie.

Oddanie nie boli. I nie jest wcale aż takie trudne. Nie twierdzę przy tym, że jest łatwe. Natomiast dziś już wiem, że o wiele bardziej boli oczekiwanie na odpowiednią osobę. Oczekiwanie na możliwość i na pozwolenie, by móc to oddanie wyrazić. Ten ból jest czasem nie do zniesienia.

Tęsknię za tą chwilą, kiedy usłyszę swoje imię i będę wiedziała, że to nie tylko użycie mojego imienia, ale coś znacznie więcej. To wezwanie. Preludium dla rozkazu, który już oczekuje na wykonanie, choć jeszcze w pełni nie wybrzmiał.

Być własnością Pana – przynależeć – to nie znaczy być mniejszą ani gorszą. To znaczy: stać się wszystkim, czym mogę być. Pełnią samej siebie. Pełnią, do której ja sama mam dostęp tylko na kolanach, u stóp Pana. Pełnią, której oprócz mnie jest świadomy i do której ma dostęp tylko Pan. I nikt więcej.