Istnieje zasadnicza różnica między posłuszeństwem uległej czy niewolnicy a autentycznym oddaniem, poddaniem się. To różnica fundamentalna, o której nie zawsze mówi się głośno. Uważam, że to błąd. Bo samo przestrzeganie zasad, natychmiastowe i bezbłędne wykonywanie poleceń świadczy wyłącznie o zdyscyplinowaniu i umiejętności ich wykonywania i absolutnie o niczym więcej.
Niewolnica może być perfekcyjnie posłuszna: wykonywać polecenia natychmiast, starannie, bezbłędnie, z zaangażowaniem, uprzejmością, nawet z uśmiechem – a jednak wcale nie być poddana.
Posłuszeństwo jest wyłącznie zewnętrznym działaniem – konkretnym czynem, zachowaniem. Może wynikać z oddania, ale nie musi. Jak każdy czyn może być odegrane, wymuszone, a nawet stanowić formę manipulacji. Można być posłusznym dla „świętego spokoju”, bo tak wypada, albo dlatego, że kara za nieposłuszeństwo byłaby gorsza. Można być posłusznym, odczuwając wewnętrzny opór, urazę czy kalkulując. Tłumienia oporu i urazy można się natomiast nauczyć. A będąc kajirą, wręcz czasem trzeba. Dlatego posłuszeństwo samo w sobie nie świadczy o oddaniu. Można klękać fizycznie, nigdy nie klękając mentalnie.
Dla zobrazowania: w pracy jestem posłuszna szefowi – wykonuję polecenia szybko i starannie, uśmiecham się, jestem miła, czasem się podlizuję – a w środku mogę myśleć coś zupełnie innego. To gra. On mi płaci, a moje zachowanie wpływa na nasze wzajemne stosunki i zapewnia potencjalne korzyści. To działanie w moim interesie.
Tak samo absolutne posłuszeństwo i bycie przyjemną leży w interesie kajiry. Natomiast poddanie i oddanie to coś innego – rzadko widoczne zewnętrznie. I jednocześnie nagminnie mylone z posłuszeństwem. Tymczasem ono istnieje w głowie i sercu. Nie jest ostentacyjne, nie mierzy się go perfekcją, ilością wyuczonych pozycji czy samym posłuszeństwem. Posłuszeństwa można się nauczyć albo zostać do niego zmuszonym. Poddanie przenika całe jestestwo i staje się częścią tożsamości.
Posłuszeństwo może – owszem – wynikać z poddania. I w przypadku goreańskiej niewolnicy nawet powinno – ale nie zawsze tak jest. Bo może też wynikać z kalkulacji, manipulacji, chęci przypodobania się, zyskania uznania, z lęku przed karą lub chęci sprawienia przyjemności Panu kosztem własnego dyskomfortu. Niewolnica powinna to umieć – ale to nadal nie jest oddanie. To wciąż decyzja: „będę posłuszna, bo tak zdecydowałam w imię X czy Y”.
Poddanie wymaga wiary i bezgranicznego zaufania. Jest procesem psychicznym, częściową negacją własnej autonomii. Nie wynika z decyzji – jest motywacją samą w sobie. Zaczyna się wtedy, gdy niewolnica nie jest posłuszna dlatego, że „tak trzeba” czy „tak wybrała”, ale dlatego, że wola Pana staje się ważniejsza niż jej własna. Wtedy posłuszeństwo przestaje być decyzją – staje się odruchem bezwarunkowym, czymś poza wolą i refleksją. Oddanie eliminuje pytania typu: „czy ja tego chcę?” albo „po co?”.
Nie chodzi tu o doskonałość. Niewolnica może być oddana, a mimo to mieć chwilowe problemy z dyscypliną. Może też być odwrotnie – perfekcyjnie posłuszna, ale nieoddana. Różnica tkwi w wewnętrznym źródle jej posłuszeństwa.
Posłuszeństwo jest mierzalne, widoczne, podlega ocenie. Poddanie – nie. Jest płynne, rozwija się w czasie, może się pogłębiać, osłabiać, pojawić się nagle albo nie pojawić się nigdy. Posłuszeństwo jest decyzją i można je wymusić. Poddania to nie kwestia wyłącznie wyboru i nie da się wymusić – ono się kształtuje. Zależy w dużej mierze od postawy Pana: jego troski, odpowiedzialności, zaangażowania, mądrości. Pan musi na nie zasłużyć.
Znam wiele doświadczonych uległych – latami w relacjach, szanowanych, stawianych za wzór. Perfekcyjnie posłusznych. Wśród nich są zarówno oddane niewolnice, jak i takie, które nigdy się w pełni nie oddały; nadal wewnętrznie negocjują, kalkulują, buntują się. Tego nie widać na zewnątrz bo przez lata nauczyły się to maskować. Często nawet ich Panowie nie są tego świadomi.
Posłuszeństwo to kwestia dyscypliny lub przymusu. Każdy człowiek może się do niego zmusić sam lub zostać do niego zmuszony przez kogoś innego. Poddanie i oddanie są czymś więcej. Wyrastają z zaufania, szacunku, podziwu, czasem miłości. Posłuszeństwa wystarczy nauczyć się raz. Poddania nie da się nauczyć – ono się buduje, rodzi powoli i może zostać utracone, jeśli osłabnie zaufanie, szacunek lub poczucie bezpieczeństwa.
Posłuszeństwo jest fragmentaryczne – można być posłusznym częściowo. Poddanie i oddanie są całościowe, permanentne, niezależne od nastroju czy okoliczności. O pełni niewolnictwa można mówić dopiero wtedy, gdy niewolnica ofiarowuje Panu nie tylko posłuszeństwo i służbę, ale całą siebie – swoje serce. I nie dzieje się to na skutek samego aktu woli.
Gdy nie ma oddania, posłuszeństwo jest celem samym w sobie. Gdy oddanie jest – posłuszeństwo staje się skutkiem, bezwarunkowym odruchem. To subtelna, ale kluczowa różnica. Są tacy Panowie, którym wystarcza struktura i posłuszeństwo. Są też tacy, których to nie satysfakcjonuje. I są niewolnice, które nie potrafią być w pełni posłuszne, dopóki nie poczują oddania, szacunku, zaufania, podziwu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz