Pieprzy mnie. Jestem już blisko. Wystarczy jeden ruch bioder... I wtedy nagle on wychodzi ze mnie równie gwałtownie, jak wcześniej wszedł. Jak poparzony. Moje zdziwienie miesza się z szokiem. Ciało i umysł nie nadążają. Nie spodziewałam się tego. Nie tym razem. Bo nigdy wcześniej Pan nie pozbawiał mnie orgazmu w ten sposób, w takim momencie.
On tymczasem odsuwa się ode mnie. Patrzy jak desperacko wiję się w pościeli, bo moje ciało ewidentnie jeszcze nie pogodziło się z odmową.
– Niby czemu miałbym Ci dać rozkosz, skoro jeszcze nie poddałaś mi się całkiem? Wciąż nie oddałaś mi całej kontroli – zastanawia się głośno.
– Błagam... Panie... Już... Ja muszę... Pozwól mi, błagam – dyszę ciężko, cały czas wijąc się na łóżku. Tak bardzo chcę dojść, że mam ochotę się rozpłakać. I to właśnie robię, gdy mówi:
– Nie. Właśnie dlatego. Ale nie martw się. Kiedyś zasłużysz. A teraz śpij. Dobranoc – mówi to tonem łagodnym i ciepłym, głaszcząc mnie po głowie.
A ja? W tym momencie kocham go i nienawidzę jednocześnie. I powoli zasypiam, pochlipując z niespełnienia, podczas gdy Pan dalej głaszcze mnie czule po głowie, bawiąc się moimi włosami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz