Tego dnia Pan był zły. Był to dla niego jeden z tych dni, jakich czasem każdy doświadcza i jakich nikt nie lubi. Świat dał mu w kość. Miał dość wszystkich i wszystkiego. Tak po prostu. Byłam u niego i czekałam w jego mieszkaniu, aż wróci z pracy.
Kiedy wreszcie wrócił, nie odezwał się ani słowem. Nie zareagował na moje powitanie. Nic nie odpowiedział. Nie zareagował na pocałunek, ani go nie odwzajemnił. Co prawda nie odtrącił mnie. Po prostu w żaden sposób nie zareagował. Przyjął słowa i gest mojego powitania całkowicie biernie i obojętnie. Obiad zjedliśmy bez słowa. Czułam, że on potrzebuje przestrzeni dla siebie i dla własnych myśli. I chciałam mu ją dać. Po obiedzie każde z nas zajęło się sobą. I tak do wieczora.
Po wieczornym prysznicu czytałam książkę w łóżku. Przyszedł do sypialni, też wykąpany. Stanął przede mną w szlafroku. I wtedy w końcu przemówił. Po raz pierwszy od powrotu z pracy.
– Nadu – rzucił bezbarwnym tonem, wskazując jednocześnie palcem miejsce, w którym mam uklęknąć.
Natychmiast odłożyłam książkę i przyjęłam żądaną pozycję. Wzrok wbiłam w podłogę. I czekałam. On złapał za kółeczko w mojej obroży i pociągnął, zadzierając moją głowę do góry.
Nie odpowiedziałam, pamiętając o rozkazie milczenia. Podniosłam jednak na sekundę wzrok i nasze oczy spotkały się. Natychmiast spuściłam je z powrotem. Przez jego usta przemknął ledwie dostrzegalny uśmiech.
– Jesteś rzeczą. Moim naczyniem. Pojemnikiem na spermę. Zrozumiano? Nie wolno Ci zrobić nic, nie wolno Ci się odzywać, ani wydać najmniejszego dźwięku. Nie chcę Cię słyszeć. Chcę ciszy. Spokoju. I chcę się zresetować. Tego dziś potrzebuję i tylko tego.
Skinęłam głową. On złapał mnie za włosy i podniósł z klęczek, rzucając na łóżko. Nawet nie zawracał sobie zbytnio głowy tym w jakiej pozycji nań wylądowałam. Mechanicznie, brutalnie i bez żadnego ostrzeżenie czy polecenia rozszerzył mi nogi i wszedł we mnie. Szybko, brutalnie, dziko i boleśnie, bo moje ciało nie było jeszcze odpowiednio przygotowane by go przyjąć. W pierwszej chwili miałam ochotę zaskomleć z bólu. Choć udało mi się nie wydać z siebie żadnego dźwięku, on wyczuł ten moment bezbłędnie Przecież zna moje ciało... Ono nie ma przed nim tajemnic. Ja zresztą też ich nie mam.
Nie odczuwałam żadnej przyjemności, ani nawet jej namiastki. Zresztą nie miałam jej czuć... Przecież rzeczy nie czują. A on doszedł we mnie. Akurat w tym samym momencie, gdy myślałam, że nie dam rady dłużej się powstrzymać przed zaskomleniem z bólu. Spojrzał mi głęboko w oczy, policzkując mnie jednocześnie. Dostrzegłam dzikość w jego spojrzeniu i poczułam jak schodzi z niego całe napięcie. Jak napełnia mnie nie tylko swoją spermą, ale także całym swoim jestestwem.
I to było najczulsze, co mógł mi dać. Bo pozwolił, żebym udźwignęła jego ciężar. Pozwolił by moja uległość, poddanie i posłuszeństwo okazały się silniejsze niż jego złość i wszystko inne. Ta chwila uświadomiła mi, że moja nicość jest moją siłą.
I teraz... Jego spokój płynie ze mnie. Jest moją siłą. Stając się niczym stałam się wszystkim. Świadomość tego faktu jest źródłem siły. Dla mnie. A przeze mnie dla niego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz