Niedawno brałam udział w rozmowie, podczas której zostałam poproszona o przedstawienie mojej perspektywy dotyczącej kar w relacji M/s. Jest to temat, który niezmiennie budzi wiele emocji. Dla jednych to narzędzie dyscypliny, dla innych przejaw brutalności. Dla niektórych także element gry. Moje podejście jest jednak inne. Bardziej filozoficzne.
W kontekście dynamiki M/s uważam, że kara to... Okazja i wyraz troski. Tak, kiedy Pan karze niewolnika, robi to, by skorygować jego zachowanie – to oczywista część. Ale dla mnie to najmniej ważny aspekt.
Kara daje niewolnikowi szansę na zatrzymanie się. Na ponowne przemyślenie swoich priorytetów. Na refleksję. Na pytanie: Dlaczego tu jestem? Co mnie trzyma w tej dynamice? Czy naprawdę chcę podążać ścieżką, którą wyznacza mi Pan? To szansa na ponowne zjednoczenie się z własnym poddaniem – na stanie się lepszą wersją siebie. Na przypomnienie sobie, nawet jeśli bolesne, że chcesz być kształtowany, prowadzony, posiadany. I tak, czasami to przypomnienie musi boleć – bo nikt nie jest idealny, a najtrudniejsze lekcje to często te, których uczymy się najlepiej.
Dlatego dla mnie kara to przede wszystkim akt troski. Kiedy Pan karze niewolnika za nieposłuszeństwo, mówi: „Zależy mi. Na Tobie, na naszej dynamice, na twoim posłuszeństwie i rozwoju w roli, którą wybrałeś, oddając mi nad sobą władzę. Wytyczam ci ścieżkę i wierzę, że możesz nią podążać. A jeśli zbłądzisz, w ten sposób Cię przyprowadzę z powrotem”.
Dlatego nauczono mnie być wdzięczną za karę. Postawa niewolnika wobec kary wiele mówi o tym, czy naprawdę chce być prowadzony przez swojego Pana.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz