Służba w kontekście filozofii goreańskiej, to nie jest wyłącznie zewnętrzny zestaw obowiązków czy ostentacyjne, niemalże teatralne klękanie na zawołanie. Moim zdaniem, to przede wszystkim bardzo specyficzny stan umysłu – głęboko osobista, w pełni świadoma, wewnętrzna decyzja o oddaniu siebie, swojego czasu, życia, poświęcenia, pracy i szeroko pojętego wysiłku pod jurysdykcję Pana.
Niewolnictwo (oczywiście cały czas mówię o konsensualnym niewolnictwie Gorean), nie jest według mnie – w myśl filozofii goreańskiej – pustym rytuałem, grą, udawaniem, czy wywołującą przyjemne doznania między nogami fantazją. Nie. Holistycznie rozpatrywana filozofia Gorean – w odróżnieniu od ujęć atomistycznych – każe traktować goreańskie niewolnictwo jako jeden z wariantów duchowej tożsamości jednostki. W tym ujęciu służba jest osobistym językiem miłości, wyrazem oddania i świadectwem głębokiej samoświadomości. Bo dobrowolnie i w pełni świadomie wybrana droga służby – dobrowolny i w pełni świadomy wybór goreańskiego niewolnictwa – wymaga głębokiego samopoznania. Często ma to niewiele wspólnego z bajką o bezustannej szczęśliwości i trwającym wiecznie pożarze między nogami.
Właściwy stosunek niewolnicy do służby nie powinien opierać się na iluzji bycia zawsze szczęśliwą, gotową i uśmiechniętą, bez względu na wszystko, niczym lalka barbie. Powinien on wynikać według mnie przede wszystkim z dojrzałego rozpoznania i nazwania własnych granic, możliwości i oczekiwań.
Dlaczego o tym wszystkim piszę? Dlatego, że książki o Gor pełne są odniesień i twierdzeń na ten temat. Przy czym twierdzenia te, choć doskonale pasują do świata fikcyjnej planety Gor, to kompletnie nie przystają do realiów goreańskiego stylu życia na ziemi. I to jest niestety potężna i bardzo niebezpieczna pułapka, w którą wiele osób wpada. Zwłaszcza świeżynek.
Już stanowczo zbyt wiele spotkałam na swojej drodze dziewczyn i kobiet ze złamaną psychiką, od których „Panowie” oczekiwali nieludzkiej wręcz perfekcji w służbie, uzasadniając to specyfiką statusu kajiry. Jakby sam fakt noszenia obroży i utożsamiania się z goreańskim stylem życia miał magicznie uczynić kobietę całkowicie wolną i odporną wobec tak „trywialnych” uczuć czy stanów emocjonalnych, jak zmęczenie, niechęć, czy frustracja. Sęk w tym, że ziemska kajira nie jest robotem. Jest kobietą z krwi i kości. Jej ciało często nie jest idealne. Ona ma swój rozum, myśli, emocje i słabości, które czasem u każdego człowieka biorą górę. Zaś prawdziwa wartość ziemskiej kajiry w holistycznie pojmowanej filozofii Gorean, będącej inspiracją dla goreańskiego stylu życia, mierzy się nie brakiem słabości, czy ograniczeń, ale tym, że pomimo ich istnienia, kajira pozostaje wierna swoim ideałom, posłuszna, oddana i podporządkowana swojemu Panu.
Niedawno w rozmowie, w której brałam udział, jeden Goreanin, którego bardzo cenię, zwrócił uwagę na to, że istnieje zasadnicza różnica między „posiadaniem oczekiwań” wobec takiej relacji, a „posiadaniem rozsądnych oczekiwań”. Całkowicie się z tym zgadzam. I uważam, że aby w zdrowy sposób żyć w takim związku o jakim tutaj mowa, trzeba koniecznie zrozumieć tę różnicę. I to dobrze ją rozumieć. Ten rozsądek jest tutaj bardzo ważny. Wręcz kluczowy. Kajira ziemska często pracuje zawodowo, jest matką, ma okres, czy też zdarza jej się zachorować albo mieć gorszy dzień. Kajiry na Gor zasadniczo nie musiały się przejmować żadnym z powyższych. I to nie jest błąd systemu. To jest właśnie szalenie istotna różnica między fikcyjną planetą opisaną w książkach, a goreańskim stylem życia na ziemi. Różnica, której – mam wrażenie – wielu nie dostrzega lub też uporczywie nie chce dostrzec.
Ziemska kajira to kobieta w pełni zintegrowana z rzeczywistością, w której żyje i funkcjonuje na co dzień. Kobieta, która służy mimo wszystko, nie dlatego, że musi, ale dlatego, że chce. Nawet jeśli – paradoksalnie – czasami w danej chwili „nie chce jej się”. Zaś dobry, rozsądny Pan będzie potrafił to dostrzec i docenić. Czasem też – jeśli okoliczności naprawdę tego wymagają – odpuścić. Na przykład tymczasowo zmodyfikować zasady, lub zmniejszyć obciążenie zadaniami. I bazując na własnych doświadczeniach mogę powiedzieć, że Pan często doceni szczególnie mocno właśnie te momenty, w których kroczenie drogą służby nie było wcale łatwe, lekkie i przyjemne, ale wymagało od kajiry samozaparcia, przezwyciężenia własnej słabości czy zmęczenia. Z myślą o nim. Z lojalności wobec niego. Z chęci bycia posłuszną i sprawienia mu przyjemności. Bo co to za sztuka być posłuszną i przyjemną wtedy, kiedy ma się na to ochotę i wszystko układa się po naszej myśli?
Istotą zdrowo rozumianej goreańskiej służby, jest więc dla mnie uczciwość wobec siebie i własnych deklaracji, świadomość skutków własnej decyzji, wytrwałość i lojalność. Wobec własnych deklaracji i wobec Pana. W Gorean Lifestyle kajira bowiem oddaje Panu swoją decyzyjność samodzielnie, dobrowolnie, w akcie własnej, autonomicznej, w pełni świadomej decyzji. I to nie dzieje się dlatego, że ona sama nie jest zdolna o sobie decydować, tylko dlatego, że ona tego właśnie wewnętrznie pragnie. Że – paradoksalnie – tak zdecydowała. I to pragnienie – nie przymus, nie utopijnie pojmowana konieczność, nie lęk – jest źródłem jej prawdziwej wewnętrznej siły.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz