Wieczorem, po powrocie do domu z pamiętnego, rodzinnego obiadu, odbyliśmy rozmowę.
– Byłaś dziś dość błyskotliwa – powiedział Pan.
– Tak... Nie mogłam przestać się śmiać, kiedy uświadomiłam sobie że kompletnie nikt nie bierze na serio tego co mówisz, Panie.
– Wiem. Co czułaś, wiedząc, że wszyscy tam śmiali się z tego, co dla Ciebie jest całkowicie realne?
– Wstyd i... Nie wiem... Swoją drogą... Panie, dlaczego przy nich pozwalasz mi być taką jaka jestem? Nigdy Cię o to nie pytałam, a dziś zrozumiałam jakie to ważne. I dziękuję Ci za to, Panie...
– Dlaczego Ci na to pozwalam? Bo oni znają Cię właśnie taką. Ale wiesz dobrze, że w żadnych innych okolicznościach taka pyskówka nie uszłaby Ci płazem.
– Tak... Wiem, Panie.
– A... Wiesz co mi się najbardziej podobało?
– Że nie przewróciłam oczami i nie zbuntowałam się otwarcie, gdy to wszystko mówiłeś, Panie?
– Że przez cały ten czas wiedziałaś, do kogo należysz. Nawet wtedy, kiedy zgrywałaś niepokorną córeczkę. I to jest też odpowiedź na pytanie, dlaczego pozwalam Ci być taką przy nich. Lubię na Ciebie patrzeć w tej masce zadziorności, mając świadomość, że tylko ja wiem co jest pod nią. I, że mogę kazać Ci ją zdjąć w każdej chwili, a Ty podporządkujesz mi się bez mrugnięcia okiem. Dlatego dziś dostaniesz nagrodę. Za to, że potrafiłaś milczeć, kiedy to było najtrudniejsze. Kiedy wszyscy myśleli, że opowiadam głupoty.
– Dziękuję, Panie.
– Uklęknij. I podziękuj mi swoimi ustami. Najlepiej jak potrafisz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz