Czasem (nawet dość często) zastanawiam się, czy ja się tak naprawdę nadaję do zwykłego życia?
Umiem chodzić, mówić, wybierać i tak dalej. Ale w środku wciąż czekam aż usłyszę pytanie: „Do kogo należysz?”. I czekam, by móc głośno odpowiedzieć: „Do Pana. Zawsze”.
To nie romantyzm. To nie fantazja. To ontologia mojej duszy. Gdy próbuję być równa – więdnę. Gdy pozwalam się prowadzić – rozkwitam. I nawet jeśli czasem myślę, że wolałabym, żeby było inaczej (bo nie oszukujmy się, tak byłoby pod wieloma względami prościej), to nie jestem w stanie temu w żaden sposób zaradzić. Takie są fakty.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz