– Panie, pragnę Cię. Jestem napalona. Potrzebuję, żebyś mnie zerżnął – mówię, bo Pan nauczył mnie, żebym otwarcie i bez ogródek mówiła o swoim pragnieniu. Oczywiście muszę pamiętać o szacunku i o tym, że to on decyduje. Ale wolno mi poinformować, prosić, a nawet błagać o seksualne zaspokojenie, czy inną interakcję, jeśli odczuwam taką potrzebę. A w każdym razie zazwyczaj wolno.
Tym razem Pan spojrzał na na mnie przeciągle i uśmiechnął się. Ale nie zwyczajnie. Tylko tym chytrym uśmieszkiem, który zwykle zwiastuje dobrą zabawę. Jego zabawę. Moją niekoniecznie.
– Nie możesz. Dziś nie wolno Ci mówić nic o swoim pożądaniu. Ani słowa. Ani szeptu. Nie wolno Ci w żaden sposób dać do zrozumienia jak bardzo jesteś napalona – mówi.
– A jeśli nie wytrzymam, Panie?
– To będzie oznaczać, że zdecydowanie nie zasługujesz na spełnienie, bo wciąż bardziej służysz sobie niż mnie.
Jego słowa są wyrokiem i wyzwaniem jednocześnie. Próbuję milczeć. Ale ciało się rwie. Zakaz to tak naprawdę katalizator. Sprawia, że moje pragnienie tylko się wzmaga... On tymczasem podchodzi do mnie. Jedną dłonią chwyta mnie za włosy, a palcem drugiej leniwie przesuwa wzdłuż mojej talii. Zaczyna na biodrze, a kończy tuż pod piersią. Mój oddech przyspiesza.
– Uważaj, bo najmniejszy dźwięk może kosztować Cię tygodnie czekania na spełnienie – szepce mi do ucha ciągnąc mnie jednocześnie mocniej za włosy.
Potem jest jeszcze trudniej. Jego palce wędrują pod moim ubraniem, muskają wnętrze uda, tak wolno, że każdy milimetr staje się torturą. Ciepło jego dłoni jest prowokacją, na którą nie wolno mi odpowiedzieć.
Cisza między nami gęstnieje stając się moim kagańcem, a jego biczem. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że ten zakaz, to nie jest chwilowa gra. To rytuał podporządkowania. Manifestacja władzy. Próba siły. Sprawdzian mojego posłuszeństwa i samodyscypliny. W tej chwili moje pragnienie nie należy już do mnie. Należy do Pana. Jest jego wyłączną własnością, jego zdobyczą, jego narzędziem władzy. I wiem, że jeśli złamię tę ciszę, stracę nie tylko spełnienie. Stracę sens mojej służby.
Więc milczę. W środku moja dusza wrzeszczy i płonie. I modlę się w myślach, żeby nie oszaleć i wytrwać. Bo czasem to, czego nie wolno powiedzieć, najbardziej podnieca. A moje zewnętrzne milczenie staje się intymną pieśnią, której melodię zna tylko Pan.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz