– Proszę, powiedz mi, Panie... Jak to właściwie jest z tym prawem do mówienia „nie”?
– Co masz na myśli?
– Czasami mówisz, że mogę powiedzieć „nie”, Panie. Ale właściwie za każdym razem, kiedy to robię, Ty i tak robisz to, co chcesz. Więc dlaczego mówisz, że mam prawo do mówienia „nie”, skoro de facto go nie mam?
– Bo Twoje „nie” nie jest żadną granicą. Rozumiesz? Jest formą Twojego języka i naszej komunikacji, ale nie jest granicą dla mnie. Tylko tyle i aż tyle. Dając Ci je, daję Ci prawo głosu, ale nie prawo wyboru.
– Języka? To nie język. To protest, Panie.
– Protest, to też forma rozmowy. A ja reaguję. Zawsze. Nawet, jeśli nie zawsze zgodnie z Twoimi oczekiwaniami. Nawet jeśli nie daję Ci prawa wyboru, to zawsze słucham Twojego głosu, zawsze Cię czytam.
– Więc... Czy chcesz przez to powiedzieć, że jesteś sadystą, Panie?
– Nie. Jestem kartografem. Dając Ci prawo do mówienia „nie”, rysuję mapę Twojego oporu. A ściślej rzecz biorąc, to Ty rysujesz ją dla mnie przy użyciu „nie”. Rozumiesz?
– Chyba tak, Panie... Ale co dalej? Po co to robisz?
– Dalej? Studiuję ją uważnie i sprawdzam, które miejsca są najbardziej wrażliwe na dotyk, które najbardziej bolą. I właśnie te miejsca podbijam. Zdobywam je wszystkie po kolei, po to, by w końcu mieć Ciebie całą. By nie było w Tobie ani jednego punktu, który opiera się mojej woli, nawet jeśli to tylko wewnętrzny opór, który sama potrafisz w sobie pokonać swoim posłuszeństwem i chęcią zadowolenia mnie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz